Relacja jako przewaga konkurencyjna w rekrutacji spedytorów w branży TSL - mówi Artur Dzięgielewski, Starszy Specjalista ds. Rekrutacji i HR Regesta.
Dziś w branży TSL coraz wyraźniej widać, że to nie tylko firmy wybierają kandydatów – kandydaci równie świadomie wybierają pracodawców. W realiach niestabilnego, dynamicznie zmieniającego się rynku, który zwiększa zapotrzebowanie na wykwalifikowanych spedytorów, a jednocześnie ogranicza ich dostępność, równowaga sił wyraźnie się przesuwa. Tym bardziej, że kompetencje, które dziś decydują o efektywności spedytora, znacząco ewoluowały wraz ze zmianą charakterystyki rynku.
Dlatego sposób prowadzenia rekrutacji stał się czymś więcej niż procesem. To pierwszy moment, w którym kandydat decyduje czy chce wiązać swoją przyszłość z firmą. I z mojego doświadczenia wynika jedno: to właśnie ten moment ma największy wpływ na to, jak dalej potoczy się cały proces - rozpoczyna Artur Dzięgielewski.
W branży TSL wszystko dzieje się szybko - decyzje, telefony, reakcje. Mimo to ja zawsze zaczynam od relacji. Nie od CV, nie od checklisty pytań, tylko od człowieka.
Jeśli to nie zagra na początku, to później rozmowa jest sztuczna, kandydat mówi to, co powinien, a nie to, co naprawdę myśli. A wtedy rekrutacja traci sens, bo zaczynamy oceniać rolę, a nie człowieka.
Dzisiaj mamy mnóstwo kanałów komunikacji – telefon, LinkedIn, Messenger, wideorozmowy. Ale w TSL jedno się nie zmienia: ludzie reagują na konkret i na ludzi - na ton głosu, sposób prowadzenia rozmowy, na to, czy ktoś naprawdę słucha. Tego nie zastąpi nawet najlepiej poukładany proces.
Pierwsze minuty robią większą różnicę niż się wydaje
W branży TSL pierwsze minuty rozmowy są bardzo ważne. To jest środowisko, gdzie liczy się szybkie „czucie” drugiej strony. Ja patrzę na to tak: w tych pierwszych minutach kandydat decyduje, czy chce ze mną rozmawiać „naprawdę”, czy tylko przejść przez proces i mieć to z głowy. Zawsze zaczynam po partnersku. Kilka zdań, złapanie kontaktu, wyczucie drugiej osoby.
Nie wchodzę od razu w tryb „proszę opowiedzieć o sobie”, bo to zabija rozmowę. Najpierw musi pojawić się przestrzeń, żeby ktoś poczuł się swobodnie.
Rekruter to pierwsza linia frontu
Niezależnie od tego, jak dobrym pracodawcą jest firma, kandydat aplikujący na stanowisko spedytora, czy inne na początku zna tylko jedną osobę - rekrutera. I na tej podstawie buduje sobie opinię o całej organizacji.
Miałem wiele sytuacji, w których kandydaci po rozmowie mówili wprost: „Jeśli tak wygląda firma, to CHCĘ tu pracować”. To mnie motywowało i dawało kopa do działania. Dlatego uważam, że rekruter zawsze jest wizytówką organizacji.
Każdy e-mail, każdy telefon, każda rozmowa coś buduje albo… coś burzy. Często firmy zastanawiają się, skąd biorą się negatywne opinie w Internecie. Niejednokrotnie problem zaczyna się właśnie na etapie rekrutacji. Brak kontaktu, brak szacunku do czasu kandydata, brak informacji zwrotnej. Niby drobiazgi, ale zostają z poszukującymi pracy na długo.
Feedback to nie opcja - to obowiązek
W TSL ludzie są przyzwyczajeni do konkretu. I dokładnie tak samo powinien wyglądać feedback. Zawsze go przekazuję. Niezależnie od wyniku procesu rekrutacyjnego. Kandydaci zaproszeni do procesu otrzymują informację zwrotną przez telefon, a tym których nie udało się zaprosić, z przyczyn różnych, wysyłam ją e-mailem.
Brak feedbacku to jeden z najgorszych błędów w rekrutacji. Pokazuje brak szacunku i bardzo szybko niszczy relację, którą ktoś próbował zbudować.
I nie chodzi o długie kazanie. Wystarczy kilka konkretnych zdań - ważne, żeby były merytoryczne, zrozumiałe dla kandydata/tki i w ustalonym czasie.
Spedytor, którego dziś nie zatrudnisz, może wrócić szybciej, niż myślisz
To nie jest teoria, tylko coś, z czym dość często miałem do czynienia. Niejednokrotnie ktoś nie wygrał rekrutacji - mógłbym temat zamknąć i zapomnieć. Jednak tak nie robię. Staram się zostawić otwartą furtkę i zaproponować kontakt w przyszłości - nawet niezwiązany bezpośrednio z rekrutacją. I to naprawdę działa.
Zdarza się, że ktoś odzywa się po kilku miesiącach, a czasem nawet po latach (ostatnio po 8 latach od procesu). Wraca z innymi kompetencjami, większym doświadczeniem albo poleca osobę, która okazuje się idealnym kandydatem. Ale to nie dzieje się przypadkiem. To działa tylko wtedy, kiedy proces był poprowadzony po partnersku i zakończony konkretnym feedbackiem. Deficyt spedytorów sprawia, że dobra rekrutacja to inwestycja w firmę i jej reputację na rynku.
Dobra relacja przekłada się na realną pracę
Pamiętaj, że moment zatrudnienia to nie koniec, tylko początek.
Jeśli kandydat w procesie rekrutacyjnym był traktowany po partnersku, to wchodzi do firmy z zupełnie innym nastawieniem.
Szybciej się wdraża, ma większe zaufanie na starcie, bardziej się angażuje. Dlaczego? Bo relacja zbudowana w trakcie rekrutacji przenosi się na on-boarding i codzienną współpracę. Z drugiej strony - jeśli ktoś ma złe doświadczenie od początku, nawet jeśli dostanie ofertę po zakończonej rekrutacji, może jej po prostu nie przyjąć, dlatego, że rekruter „maluje” obraz całej organizacji.
Na koniec zasada
Na koniec zostawię coś, co u mnie działa od lat i w sumie zamyka cały temat: traktuj ludzi w rekrutacji tak, jak sam/a chciałbyś/ałabyś być traktowany/a. Rekrutacja to nie jest proces do odhaczenia. To czas, kiedy budujesz relację.
Zapraszam do kontaktu
Mailowo: rekrutacja@regesta.pl, pod numerem telefonu: +48 539 698 489 lub bezpośrednio przez LinkedIn Artur Dzięgielewski